Od lat dalekich, gdy żniwa zakończono, ojcowie nasi przychodzili do świątyni na Mszę by Bogu się nisko pokłonić i za wszelkie dobrodziejstwa, które ziemia urodziła, podziękować. Tak czynili kiedyś, tak i my czynimy.

W naszej parafii 3 września 2017 r. urządziliśmy więc dożynki parafialne.

Wszystko rozpoczęło się oczywiście w świątyni, gdzie o godzinie 14.00 ks. Proboszcz rozpoczął Mszę świętą dziękczynną za tegoroczne zbiory. Po powitaniu wszystkich przybyłych, poświęcono dożynkowy wieniec, który państwo Grześko przygotowali.

Panie cztery, odświętnie ubrane, wniosły dożynkowy wieniec do świątyni a za nim kroczyli starości dożynkowi – pani Grażyna Grześko i pan Piotr Figiela. Poświęcone też zostały wszelkie płody ziemi co w pięknej dekoracji przy ołtarzu się znalazły za sprawą siostry zakrystianki i pani Marii. Kaznodzieja, którym ksiądz proboszcz z Ostrowa był, wskazał na Maryję, która w objawieniach przestrzegała by nie bezcześcić pracy rolnika nieuszanowaniem dnia świętego i przekleństwami kierowanymi nawet w stronę Boga, gdy urodzaju nie ma.

Po Mszy świętej przeszliśmy na plac parafialny przy starej plebani. Niesiony był wieniec dożynkowy a na przedzie szła kapela Ostrowiacy, skocznie przygrywając.

Na placu parafialnym rozpoczęto festyn, któremu nazwę dano: „Wawrzyniada – swojskie smaki”. „Wawrzyniada” – bo święto plonów obchodzono w parafii św. Wawrzyńca a „swojskie smaki” bo swojskiego jadła było całe mnóstwo. Dzięki paniom i panom z Akcji Katolickiej, z Rady Parafialnej i osobom, co nas wsparły, można było skosztować: różnorakich wypieków słodkich, pysznej grochówki, pachnącego bigosu, który z kunsztem panie w kuchni szkolnej upichciły (smakowite!!!); żurku – jak u mamy – od pani Ewy; były też pierogi wszelkiej maści i rodzaju (nawet z pieczonego ciasta od proboszczowej gospodyni) a obok nich pieróg smakowity, którego w naszym rejonie braknąć nie może.

Potem na straganie rozłożyło się dumnie wszelakie pieczywo – bochny wielkie jak stół, na liściu kapusty pieczone i chleby ziołowe i z otrębami i jeszcze inne, których nie sposób nazwać ale choćby pani Daniela zna wszystkie doskonale.

A że postnym ten dzień nie był, więc obok pachnących chlebów przycupnęły smalce z cebulką i skwarkami od pani Wandzi a do tego ogóreczki i kiszone i małosolne (palce lizać). No i oczywiście kiełbasy tłuste i chude – wszystkie tyle co przez panów Jana i Igora z troską uwędzone.

Czasy mamy nowoczesne więc i grilla rozpalono, na którym skwierczała pachnąca, przypiekana kiełbasa, co rusz dokładana stosami na ruszt przez panów Piotra i Roberta.

By to wszystko przełknąć można było a i rozgrzać się troszeczkę, bo za chmurą słonko się schowało, pan Jurek z panią Asią herbatkę i kawkę wydawali a jak ktoś oranżady zapragnął, to też była.

Zanim jednak z jadłem ruszono, starości dożynkowi – pani Grażyna Grześko co z mężem panem Janem firmę Rol-Mech prowadzą i pan Piotr Figiela z żoną, co z troską kawał ziemi uprawiają, chleb uroczyście przekazali gospodarzom – ks. Proboszczowi i panu Burmistrzowi. Oni zaś ze czcią go ucałowali i zapewnili, że sprawiedliwie dzielić go będą.

Życzyli nam wszystkiego co dobre i gratulowali pan Marszałek Ortyl i pani Wicemarszałek Kurowska przez słowa listów co pani Ania (Radna Sejmiku Województwa) odczytała.

A gdyśmy oficjalną stronę załatwili, zaczęła się dożynkowa zabawa.

Prym w tym wszystkim wiedli bracia Moszumańscy – Karol i Kacper – konferansjerkę całą prowadząc; a dobrze to zrobili – przyznać trzeba.

W tan ruszyli mali, więksi i całkiem dorośli artyści z zespołu i kapeli Ostrowiacy. Wywijali różne tańce i przyśpiewek całkiem sporo znali. By zaś nie zasiedzieli się goście, zawołano ich do zmagań różnorakich, co ich na co dzień nie znali. Było więc przeciąganie liny całymi rodzinami; wbijanie gwoździ lecz nie byle jak; młócenie zboża cepami, co już wszyscy prawie zapomnieli; i powrósła robili, choć nie wielu już pamięta cóż to takiego.

Potem, gdy już na placu zabaw przedszkolnym się wybawiły a buzie przez panią Buśko miały pięknie w motyle i inne hece wymalowane, dzieci w szranki stanęły by wodę z wielkich naczyń do butli, malutkim naczyńkiem przelewać. W workach, między przeszkodami poskakały a i jeszcze z jajkiem położonym na łyżce w wyciągniętej ręce trzymając biegały.

Na koniec starości dożynkowi jeszcze jedną konkurencję wymyślili – cęgami gwoździe wcześniej w kloce drewniane wbite, teraz szybko wydobyć trzeba było.

Obok sceny zaś (co nam nasza rodzina Olszańskich użyczyła), przez festynu czas cały kolejka do strzelnicy była. Uspokoić wszystkich pragnę. Bez kul czy śrutu strzelali tylko nowocześnie – elektronicznie.

To wszystko sportowe zmagania były, więc nad właściwym przebiegiem ich, pan od gimnastyki – Maciej Lizoń czuwał.

Uciechy było wiele tym bardziej, że przegranych w regulaminach nie przewidziano. Wszyscy z większymi lub mniejszymi podarunkami odchodzili. I mąki z młynu w Orłach sporo dostali, i cukru, i soli, i mleka, i soków, i wody… Gospodarze dożynkowi dołączyli do tego:łopaty, motyki, młotki od rodziny co nieopodal naszej przychodni żelazny sklep prowadzi; sporo gwoździ, wiertarki, wkrętarki, opryskiwacze (firmą Rol-Mech sygnowane), linki, sznurki; przyborów szkolnych i gier dla dzieci niemało co pan senator nawet przekazał i innych drobiazgów, i rzeczy grubych niemało; państwo Grześko o słodyczach dla najmłodszych nie zapomnieli.

I tak było do wieczora. A co w tym najważniejszego dostrzegło wielu? Ano to, że Pan Bóg nam błogosławi, bo nawet chmurom pękatym od deszczu, na czas festynu powiedział: Jeszcze się wstrzymajcie; niech uciechy w zabawie trochę mają. A gdy skończą – wody niech pola się napiją.

Za żniwa, plony tegoroczne, dożynki, festyn cały oraz ludzi, co wielce się napracowali by uciechy trochę innym sprawić, niech Bogu Najlepszemu będą stokrotne dzięki i chwała.

POD TYM LINKIEM MOŻNA OBEJRZEĆ KRÓTKI REPORTAŻ Z DOŻYNEK W RADYMNIE

http://twojatv.info/aktualnosci,3995.html

 

 

W ostatnią niedzielę tj. 27 sierpnia, w naszym kościele wystąpił kwartet wokalny Akord z Tarnopola. Pięknym śpiewem przygotowanych utworów ubogacił naszą niedzielną modlitwę. W takich sytuacjach, same na usta cisną się słowa z porzekadła: „Kto śpiewa – dwa razy się modli”.