W Kościele katolickim 1 listopada obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych. Tego dnia dziękujemy Bogu za dar świętości. Niekiedy uroczystość tę błędnie utożsamia się z Dniem Zadusznym, przypadającym 2 listopada, kiedy wspomina się wszystkich wiernych zmarłych. Kościół stara się wówczas otoczyć modlitwą i wspomóc zmarłych cierpiących w czyśćcu, oczekujących na udział w społeczności zbawionych.

Czy to jakaś różnica? Tak. W Uroczystość Wszystkich Świętych oddajemy chwałę Bogu za przyczyną tych, którzy osiągnęli chwałę nieba ale, których Kościół nie wymienia imiennie. W Dzień zaduszny zaś, wspominamy tych wiernych, którzy już zmarli ale jeszcze nie osiągnęli nieba.

Jak to było w historii z oddawaniem czci zmarłym?

W początkach chrześcijaństwa nie oddawano czci publicznej nikomu ze stworzeń ani ludzi, ani nawet aniołom. W obawie bałwochwalstwa kierowano jedynie kult do Pana Boga i Jezusa Chrystusa. Jednak nawet już w Nowym Testamencie można dostrzec pewne ślady początku czci świętych Pańskich. Pochwały jakie daje sam Jezus świętemu Janowi Chrzcicielowi, cześć z jaką św. Paweł wyraża się o Abrahamie i Melchizedechu, genealogia Dawida jako prarodzica Jezusa, podziw dla bohaterskiej śmierci św. Szczepana – wszystko to naprowadza na wiarę pierwotnego Kościoła, że osoby te są nie tylko zbawione i cieszą się chwałą w niebie, ale że mają także moc wspierania braci swoich na ziemi przez orędownictwo za nimi.

Od IV wieku natrafiamy na wyraźne ślady kultu wyznawców. Do pierwszych, którzy zasłużyli sobie w Kościele na kult publiczny, należeli św. Hilary z Poitiers, św. Ambroży i św. Marcin na zachodzie. Na Wschodzie zaś: św. Paweł Pustelnik, św. Antoni Pustelnik, św. Efrem i św. Bazyli.

Ponieważ męczenników bezimiennych było bardzo wielu, dlatego Kościół w Antiochii wpadł pierwszy na pomysł, aby razem w jednym dniu obchodzić ich wspomnienie. Już od IV wieku poświęcono tam ku ich czci pierwszą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego. Była to więc pierwsza uroczystość Wszystkich Świętych Męczenników, którzy oddali życie dla Chrystusa, a których nie wspominano ani w martyrologiach miejscowych, ani w kanonie Mszy Świętej.

Na Zachodzie myśl ta znalazła urzeczywistnienie, kiedy papież Bonifacy IV, starożytną świątynię rzymską, poświęconą czci wszystkich bóstw (Panteon) dnia 13 maja 609 roku poświęcił jako świątynię katolicką ku czci Matki Bożej i świętych męczenników. W wieku VIII poszerzono ten tytuł na kościół Matki Bożej, męczenników i wszystkich sprawiedliwych. Wreszcie papież Jan XI w 835 roku ustanowił osobne święto ku czci Wszystkich Świętych, wyznaczając na dzień im poświęcony 1 listopada.

Kiedy wczytujemy się w dzieje kultu świętych Pańskich, to zauważamy, że był on kiedyś niezwykle ciepły i serdeczny. Każde miasto chciało mieć swojego szczególnego patrona, jego relikwie otaczano czcią niezwykłą. Patronat taki traktowano serio, uciekając się do świętych orędowników w każdej potrzebie. Protestantyzm mocno ochłodził tę świętą, żywą więź. Świętość przestała być dla wielu czymś atrakcyjnym i pożądanym. Osłabienie kultu świętych Pańskich zemściło się na ogólnym ostudzeniu pobożności i religijności.

Zagrożenie dla chrześcijańskiej pobożności i religijności ciągle przybiera nowe formy. Z Zachodu falami przychodzą do nas coraz to nowe mody. Powoli, niby niepostrzeżenie wkradają się pogańskie zwyczaje, które skutecznie potrafią zaciemnić pojmowanie właściwego kultu zmarłych.

Ostatnimi czasy coraz „modniejsze” jest obchodzenie „świąt”, które tak naprawdę mają swoje korzenie w pogaństwie a nawet w okultyzmie i satanizmie. Takim przekładem może być coraz bardziej popularne także w naszym kraju Halloween. Cóż to takiego?

Geneza Halloween sięga tysięcy lat wstecz i wywodzi się z celtyckiego święta, podczas którego oddawano cześć panu zmarłych, bogu Samhainowi. Wierzono, że w noc z 31 października na 1 listopada duchy osób Zmarłych zstępują na ziemię, powracając do swych dawnych miejsc zamieszkania i odwiedzając żyjących. Celtowie gasili w tym czasie wszelkie ogniska, kaganki i pochodnie, żeby ich domy wyglądały na zimne i niegościnne, a poza domem wystawiali żywność dla duchów. Sami ubierali się w stare, podarte ubrania i chodzili po wsiach udając brudnych włóczęgów, co miało odstraszać duchy. Niezatroszczenie się o pokarm dla duchów mogło spowodować wiele nieprzyjemnych następstw – złe duchy mogły zaszkodzić żyjącym. Podczas tego święta druidzi (kapłani celtyccy) którzy byli magami, lekarzami, astrologami, spełniali obrzędy noworoczne, częścią których było nawet składanie w ofierze ludzi.

Pod wpływem chrześcijaństwa tradycja ta zaczęła zanikać, zwłaszcza po 835 roku, gdy uroczystość Wszystkich Świętych została przeniesiona z okresu wielkanocnego na 1 listopada. Od pewnego jednak czasu wraz z rozwojem ruchu New Age odradzają się też dawne pogańskie kulty wraz z ich obrzędami. Niepokojące jest to, że odradzanie się starych zwyczajów następuje pod płaszczykiem zabawy – przebierania się w kostiumy czarownic, upiorów, wampirów, kościotrupów. Zabawy halloween’owe urządzane są nawet w szkołach. Nauczyciele amerykańscy przyznają, że przygotowania do Halloween są większe niż do jakiegokolwiek innego święta, w tym Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Przy czym przebieg zabaw to echo dawnych druidycznych obrzędów. I tak, tradycja żądania poczęstunku słodyczami bierze się z pogańskich wierzeń, że w zamian za smakołyki duchy mogą pobłogosławić obdarowującego. Wydrążona dynia to przypomnienie zwyczaju rzeźbienia portretu demonów, aby odstraszały nieszczęścia, to symbol dusz potępionych. Warto też wspomnieć, że w starożytności podświetlone dynie lub czaszki umieszczano na dachach domów, co oznaczało, że mieszkańcy takiego domostwa czczą szatana i należą się im względy demonów. Tradycje druidów zostały również zawłaszczone przez satanistów, dla których noc Halloween jest szczególnym czasem – odbywają się wówczas „czarne msze” i orgie seksualne, związane z jednoczeniem się z demonami. Tę tragiczną prawdę potwierdzają wypowiedzi byłych satanistów, naocznych świadków zdarzeń. Jeden z nich, Glenn Hobbs, zapytany o Halloween odpowiedział, iż święto to kojarzy mu się z zabijaniem dzieci. Robią to ci, którzy nie traktują Halloween jako zabawy, ale uważają ten dzień za datę ceremonii, podczas których odbiera się życie niewinnym ofiarom. To czas, gdy pod osłoną nocy w sekretnych miejscach składa się w ofierze diabłu niemowlęta. Dzieje się to w tym samym czasie, gdy inne dzieci w przebraniach duchów, czarownic, diabłów krążą radośnie od domu do domu zbierając słodycze i owoce. Sataniści traktują więc zabawę w czasie Halloween jako zasłonę dymną. Jako chrześcijanie powinniśmy się przeciwstawiać odradzaniu pogańskich obyczajów, które w danym przepadku zamazują chrześcijańską głębię uroczystości Wszystkich Świętych.

Ze smutkiem należy uświadomić sobie fakt, że Halloween jest kultywowany także w katolickiej Polsce. Wieczory halloween’owe urządzane są w szkołach, klubach, pubach. Nazywa się to świetną zabawą, która zaspokaja potrzebę tajemniczości. Niestety ta dobra „zabawa” może być pierwszym krokiem do inicjacji w świat okultystyczny czy demoniczny – „będąc konstrukcją sztuczną i eklektyczną, naprowadza skojarzeniowo na wiele typów niebezpiecznych tradycji i wierzeń (np. wielowątkowe konotacje satanistyczne); już same symbole, czy raczej znaki, jak śmierć, krew albo duchy […] otwierają na rzeczywistość duchową, przekraczającą wymiar psychologiczny, odnosząc się do sfery światopoglądu czy religii”.

Mając na uwadze powyższe informacje, warto zdać sobie sprawę, że dalsze przyzwalanie na promowanie pogańskich zwyczajów będzie prowadziło do pomieszania pojęć i niezrozumienia, zwłaszcza przez młode pokolenie, głębi uroczystości Wszystkich Świętych oraz wspomnienia wszystkich wiernych Zmarłych. Dlatego warto, by rodzice i opiekunowie, a także nauczyciele i katecheci ze szczególną troską podeszli do pielęgnowania w dzieciach tej pięknej katolickiej i polskiej tradycji, jaką jest modlitwa za dusze Zmarłych.

Kościół umożliwia nam w miesiącu listopadzie szczególną pomoc dla zmarłych jaką stanowią odpusty. Przez pierwsze osiem dni listopada można zyskać odpust zupełny a w następne dni tego miesiąca odpust cząstkowy.

Ale cóż to takiego „odpust”? Odpust jest darowaniem przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzonej już co do winy, której dostępuje chrześcijanin pod pewnymi określonymi warunkami, za siebie lub za zmarłych, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje ze skarbca zasług Chrystusa i świętych.

W historii narosło wiele opinii na temat odpustów. Były czasy, w których poprzez niewłaściwe ich traktowanie dochodziło do bardzo poważnych nadużyć. Dzisiaj, a już właściwie podczas trwania Soboru Watykańskiego II, zorientowano się, że odpusty są zbyt ważną sprawą, by przejść obok nich obojętnie. Z tej racji Paweł VI ogłosił w Konstytucji Apostolskiej Indulgentiarum doctrina, z 1 stycznia 1967 r., poprawioną naukę w zakresie praktyki odpustów. Podaje ją w sposób skondensowany w kanonach 992-997 kodeks prawa kanonicznego Jana Pawła II z 1983 r.

Objawienie Boże poucza nas, że grzechy pociągają za sobą kary, a gładzone są przez cierpienie, trudy życia czy też przez śmierć (por. Rdz 3,16-19; Rz 2,9). Chrześcijanin popełniający grzech otrzymuje w sakramencie pokuty odpuszczenie winy, natomiast pozostaje jeszcze tzw. kara doczesna. Darowanie kary doczesnej określa się terminem „odpust”, którego uzyskanie zakłada szczerą wewnętrzną przemianę oraz wypełnienie przepisanych uczynków. Odpust jest cząstkowy lub zupełny, w zależności od tego, czy uwalnia od kary doczesnej w części lub całości. Paweł VI zniósł odpusty określane konkretnym czasem (np. ilością dni lub lat), ponieważ w wieczności nie ma czasu. Wierny może uzyskiwać odpust cząstkowy lub zupełny tylko za siebie lub ofiarować go za zmarłego, ale za nikogo z żyjących, ponieważ każdy człowiek sam jest w stanie dokonać przemiany swojego życia i wypełnić wymagane do otrzymania odpustu warunki. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, poza pozostającymi w obliczu śmierci, natomiast odpusty cząstkowe można uzyskiwać w ciągu jednego dnia wielokrotnie.

Tak więc czas Wszystkich Świętych, to sposobność do wyrażenia naszej więzi ze zmarłymi. Tak z tymi, którzy osiągnęli już niebo i reprezentują Kościół tryumfujący jak i z tymi, którzy jeszcze potrzebują oczyszczenia, by niebo osiągnąć i są należą jeszcze do Kościoła cierpiącego.

Pamiętajmy więc, że w tej tradycyjnej modlitwie „wypominkowej” w miesiącu listopadzie łączymy się niejako z niebem, do którego my na razie jeszcze zdążamy.

Na zaproszenie POAK przy parafii NSPJ w Radymnie, dnia 1 października 2016 r. członkowie AK wraz z grupą parafian, wybrali się na pielgrzymkę do Radecznicy i Krasnobrodu na Roztoczu. Sanktuarium św. Antoniego z Padwy w Radecznicy zwane lubelską Częstochową, to jedyne miejsce na świecie, gdzie ukazywał się św. Antoni. Klasztor znajduje się na wzgórzu zwanym Łysą Górą; pracują w nim ojcowie Bernardyni.

Historia Radecznicy datuje się od XVII wieku a dzieje kościoła i klasztoru były bardzo burzliwe. W głównym ołtarzu jest obraz św. Antoniego. Opodal zabudowań klasztornych jest cudowne źródełko z kaplicą na wodzie i figurą św. Antoniego. Od 4 lipca 2015 roku sanktuarium, dzięki decyzji papieża Franciszka, nosi tytuł Bazyliki Mniejszej.

Po ucałowaniu relikwii św. Antoniego udaliśmy się do Zamościa, podziwiając tamtejszą starówkę. Następnym punktem zwiedzania było sanktuarium maryjne w Krasnobrodzie.

Krasnobród to perła Roztocza. Położony jest nad Wieprzem, w diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Największe zabytki to barokowy kościół z obrazem Matki Bożej, podominikański klasztor, modrzewiowy spichlerz z 1795 r. i kaplica objawień na wodzie, wokół której znajdują się dróżki różańcowe, powstałe w 1994 roku. Pod kaplicą pulsują źródła, gdzie pielgrzymi zaopatrują się w wodę. W parafialnym archiwum przechowywane są świadectwa uzdrowień. W kościele, przed cudownym obrazem Matki Bożej, została odprawiona Msza św. w naszej intencji, której przewodniczył miejscowy kapłan.

Matko Boża Krasnobrodzka, uproś nam u Swego Syna potrzebne łaski.

Daniela Suchy

Prezes POAK przy parafii św. Wawrzyńca

w Radymnie